Bogatym nie jest ten, kto posiada, ale ten, kto "rozdaje", kto zdolny jest dawać.

Jan Paweł II

Wystawa pt. „Małopolska Karola Wojtyły – Jana Pawła II” ma na celu przygotowanie nas na jubileusz 100-lecia urodzin Ojca Świętego Jana Pawła II. Na potrzeby wystawy nagrano 15 wywiadów, w których osoby będące świadkami życia, dzieła i świętości naszego Rodaka, dzielą się swymi wspomnieniami.

Odcinek szósty otwiera drugą część: Okres (nie tylko) krakowski

Odc. 6 - Ks. Paweł Sukiennik, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Niegowici, kapelan Ojca Świętego.

 

 

Wikary w Niegowici


Ksiądz wikary w Niegowici

Ksiądz Karol Wojtyła przybył do Niegowici 28 lipca 1948 roku. Dokładnie opisuje to w książce pt. „Dar i tajemnica” – jeden rozdział zatytułował „Wikary w Niegowici”. W 1946 roku został wyświęcony, później dwa lata studiów na Angelicum w Rzymie, no i w 1948 roku ks. kard. Adam Stefan Sapieha skierował go tutaj do Niegowici. Dlaczego do Niegowici? Możemy tylko przypuszczać, natomiast dokładnie nie wiemy. Myślę, że może chciał, żeby trochę odpoczął po studiach rzymskich, ale także chciał, żeby zobaczył, jak wygląda ta typowo wiejska parafia na krańcach diecezji, bo jesteśmy ostatnią parafią archidiecezji krakowskiej, natomiast na wschód mamy już parafie diecezji tarnowskiej.

Przebywał tutaj u nas przez rok i 20 dni, więc spełniał normalną rolę katechety i wikarego. Jak sam wspomina, uczył w pięciu szkołach, do których dojeżdżał bryczką, był odpowiedzialny za Żywy Różaniec, za Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej i Żeńskiej. Już tutaj pokazał wielkie zdolności organizacyjne, ale też zdolności artystyczne –przygotował z młodzieżą m.in. sztukę Zofii Kossak-Szczuckiej pt. „Gość oczekiwany”. Trzeba przypomnieć, że w 1948 roku wieś nie miała jeszcze prądu ani asfaltu – była taką typową wiejską parafią. Chciał, jak młodzież sama to zauważyła, ich troszkę oderwać od tej roli i pokazać im trochę takiego większego świata. M.in. wziął ich do Teatru Rapsodycznego w Krakowie, wziął ich do Teatru Słowackiego. W naszej parafii urodził się słynny polski generał – Jan Henryk Dąbrowski, ten od Mazurka Dąbrowskiego (w miejscowości Pierzchów). I m.in. brał młodzież na Kopiec, na to miejsce, gdzie urodził się ten słynny Polak. No i tam także były prelekcje, były różnego rodzaju ogniska… Chciał tej młodzieży, po tym koszmarze wojennym, pokazać trochę innego świata, chciał żeby wypłynęli na szersze wody.

Nie czekał aż się zapozna z parafią, jak to niekiedy my byśmy robili: „a to przyglądnę się, zobaczę…” Nie, wszedł od razu bardzo mocno. I trzeba jeszcze dodać, że w tym czasie pisał doktorat. I to pisał po łacinie, m.in. spotkałem człowieka, który dwoma palcami pisał mu na maszynie pracę o „Doświadczeniu wiary u św. Jana od Krzyża” – przynosił mu codziennie jakąś tam partię, a ks. Wojtyła sprawdzał, no bo on, chociaż przepisywał, to nie znał łaciny.

Tu w parafii wielu ludzi przyznaje się, że przez księdza Wojtyłę zostali ochrzczeni, że błogosławił im małżeństwa, że udzielił sakramentu bierzmowania… To jest prawda. W ubiegłym roku, 22 czerwca, z okazji siedemdziesiątej rocznicy pobytu ks. Wojtyły w naszej parafii, zorganizowaliśmy spotkanie wszystkich osób, które ochrzcił przyszły papież. Więc około 40 osób zostało ochrzczonych, 30 osób do dzisiaj żyje, a niektórzy o tym nawet nie wiedzieli, dowiedzieli się dopiero, kiedy dostali zaproszenie – byli niesamowicie zaskoczeni, a zarazem dumni.

Karol Wojtyła był człowiekiem bardzo wrażliwym na biedę ludzką. W 1949 roku, to jest parę lat po ostatniej wojnie, kiedy ludność wiejska cierpiała ubóstwo, wiemy, że i tutaj ludziom się nie przelewało… Dlatego opowiadają, że chodząc po kolędzie, spotykając się z tą biedą, po prostu wspierał tych ludzi. Gdzieś tam przynieśli mu na imieniny jakiś zagłówek, spotkał jakąś dramatyczną sytuację w którymś domu, to podzielił się tym zagłówkiem. Był człowiekiem wrażliwym, jak mi opowiadał sam były ambasador w dawnej Jugosławii, że mama miała ich trójkę dzieci i wychowywała ich sama, a ks. Wojtyła widział u niego duży potencjał intelektualny, więc podsuwał mu różne lektury, różne książki, a te były trudne, niewiele z nich rozumiał. Ale chciał, próbował pomóc.

Po wojnie powstało liceum w Gdowie, więc on spotykał się z tymi młodymi ludźmi. Także w Krakowie, kiedy poszli na studia, interesował się nimi. Kiedy byliśmy na pielgrzymce w Rzymie w 1995 roku, okazało się, że parafia po raz pierwszy była u niego na spotkaniu, więc kiedy się dowiedział o naszym przyjeździe, zaprosił nas przez kard. Dziwisza no i miał z nami takie indywidualne spotkanie w Sali Klementyńskiej. Kiedy wszedł, to powiedział: „ale ja tutaj nikogo nie znam”. Ale później rozpoznał swojego kolegę, prawie że rocznikowego, a mojego poprzednika ks. prałata Józefa Gąsiorowskiego. Po wyglądzie rozpoznał także jedną osobę, której matkę uczył… Miał bystry wzrok i niesamowitą pamięć.

 

Budowa kościoła

Za czasów ks. Wojtyły był tu drewniany kościółek, modrzewiowy, ale ten kościółek już nie spełniał swojej roli. Po pierwsze, był w bardzo złym stanie technicznym, a druga sprawa, że ludzie się nie mogli pomieścić. Wtedy parafia liczyła przeszło sześć tysięcy osób – skupiała czternaście wiosek. Ludzie nosili się z zamiarem budowy nowego kościoła już w latach 30. XX wieku – powstały wówczas plany budowy kościoła, no ale przyszedł kryzys gospodarczy lat 30., później wybuch II wojny światowej. Trzeba było dopiero przyjścia ks. Wojtyły, a do tego złożyła się jeszcze kolejna sprawa – ówczesny proboszcz, ks. Kazimierz Buzała obchodził 50-lecie święceń kapłańskich. Ludzie zastanawiali się, jakby to uczcić. Na to spotkanie przyszedł ks. Wojtyła i w bardzo praktyczny sposób podpowiedział im: „najlepszym uczczeniem tego jubileuszu będzie rozpoczęcie budowy nowego kościoła”. Ta iskra padła na podatny grunt i on pierwsze łopaty pod fundamenty tego kościoła czynił. Kościół budowano w bardzo trudnych latach szalejącego stalinizmu – budowano go w latach 1949-1959. Był taki czas, że kiedy kościół już praktycznie był gotowy, to komuniści chcieli go zamienić na magazyn owoców – wzorem towarzyszy zza wschodniej granicy, którzy zamieniali świątynie na różnego rodzaju magazyny, hale sportowe, dworce autobusowe itd. Ale kolejny proboszcz, który nastał – ks. Adam Zięba, który niegdyś był więźniem obozu w Auschwitz, a potem w Dachau (a jak już ktoś przeszedł ten obóz, to nikogo się nie bał, tylko Pana Boga) – wprowadził ludzi do kościoła. I tak kościół zainaugurowano w 1966 roku, ks. Karol Wojtyła już jako arcybiskup metropolita krakowski, konsekrował ten kościół (26 września 1966 roku, w roku milenijnym; trzy lata temu obchodziliśmy 50-lecie konsekracji).

 

Przewodnik po kapłaństwie

Moje życie było związane z ks. Karolem Wojtyłą. W 1968 roku, kiedy wstępowałem do seminarium, nawiedzała naszą archidiecezję Matka Boża Częstochowska (z tym, że ona była wtedy internowana na Jasnej Górze i nawiedzały tylko same ramy). I w 1968 roku przyszło nas do seminarium około 70 chłopców. Uznał to ks. Wojtyła i nam ciągle przypominał, że jesteśmy rocznikiem przez Matkę Bożą w jakiś szczególny sposób umiłowanym. Więc przyjmował nas do seminarium… Potem często odwiedzał – praktycznie z każdym klerykiem starał się raz w roku spotkać osobiście. I muszę powiedzieć, że był człowiekiem, który, według mnie, miał dar czytania sumień. On potrafił patrzeć i potrafił powiedzieć człowiekowi (ja to mówię z własnego doświadczenia) na co ma uważać, jakie trudności może mieć w życiu kapłańskim. Był człowiekiem, który nie stwarzał barier. Sam nazywał seminarium „pupilla oculi” (źrenica oka) – uważał że jest kuźnią powołań, a jacy będą księżą, taka będzie atmosfera, taka będzie praca duszpasterska. Dlatego spotykał się z nami klerykami, a potem przyjeżdżał także na spotkania rocznikowe – jeżeli tylko mógł i nie przeszkadzały mu inne zajęcia, to starał się być, pożartować, zapytać się, a zarazem jakimś swoim słowem ubogacić. Myślę więc, że w archidiecezji krakowskiej przez jego posługę zrodził się szczególny klimat, w którym wykuwała się jakaś niesamowita więź pomiędzy biskupem a księżmi, a później to rozlewało się i na życie parafialne.

 

Pomnik Wikarego

Pomnik powstał z inicjatywy Opus Dei. Jeden z naszych księży rodaków, ks. Jarosław Cielecki, studiował w Rzymie. No i ludzie związani z uniwersytetem Santa Croce postanowili uczcić 50-lecie kapłaństwa Karola Wojtyły. Zastanawiali się w jaki sposób, wiedzieli, że mamy już tyle pomników papieża, natomiast nie było jeszcze pomnika księdza wikarego. No i rzeczywiście… Pomnik zaprojektował Włoch, odlał go Włoch i w 1999 roku został ten pomnik odsłonięty w miejscu nieprzypadkowym. Kiedy ks. Wojtyła jechał do pracy w Niegowici – jak sam wspomina w cytowanej już książce – wysiadł w Gdowie, a potem jakiś gospodarz go wziął na wóz drabiniasty i wiózł go w stronę Niegowici, pokazując mu ścieżki na skróty prowadzące do kościoła. I w tym miejscu, gdzie kończy się Gdów a rozpoczyna się Niegowić jest rondo im. ks. Karola Wojtyły i właśnie tu został odsłonięty pomnik księdza wikarego, idącego z małą walizeczką do Niegowici. Była to inicjatywa samorządu gdowskiego, a odsłonił ten pomnik ks. kard. Stanisław Dziwisz.

Taka ciekawostka. Mamy dwa drzewa jemu dedykowane: pierwszy to „Dąb Jana Pawła II”, na pamiątkę pielgrzymki leśników polskich, którzy byli w 2004 roku u papieża i poświęcili żołędzie z najstarszego dębu polskiego („Dąb Chrobry”) i wyhodowali z tego dębu 600 sadzonek. I te 600 sadzonek rozdzielili pomiędzy różne miejsca w Polsce, związane z pobytem czy z różnego rodzaju sytuacjami ks. Karola Wojtyły. M.in. jedna z tych sadzonek została tutaj, ten dąb został posadzony i muszę powiedzieć, że niesamowicie sprzyja mu tutaj klimat. Natomiast w związku z kanonizacją św. Jana Pawła II posadziliśmy buka i nazwaliśmy go: „Buk Karol”. Przyjął się i rośnie.

 

Szklak papieski: Niegowić – Łapanów

Kiedy sąsiednia parafia z Łapanowa pojechała i także miała audiencję, zapytał ich o taką rzecz: „czy są jeszcze ścieżki z Niegowici prowadzące do Łapanowa, którymi ja chodziłem do swojego kolegi ks. Sudera?”. To jakoś zasugerowało nam, żeby wytyczyć szlak Jana Pawła II. W każdym roku, już od 20 lat, w okolicy 18 maja odbywa się na przemian taki rajd papieski z Niegowici do Łapanowa albo z Łapanowa do Niegowici. I dokładnie potrafił wymienić przysiółki, ich nazwy, którymi szedł do Łapanowa albo wracał z Łapanowa.

 

Oprac. Marta Burghardt


Publikacja towarzysząca wystawie realizowanej w ramach projektu pt. „5 scen kulturowych Małopolski Karola Wojtyły - Jana Pawła II” - projekt współfinansowany w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014-2020”, Oś 6: Dziedzictwo regionalne, Poddziałanie 6.1.3 Rozwój instytucji kultury oraz udostępnianie dziedzictwa kulturowego.

EFRR kolor 300dpi

Newsletter

Zapisz się
do góry