Ciało ludzkie jest szczytem Bożego stworzenia -  z tego wypływa jego godność i powołanie [...] Teologia ciała rzuca zupełnie nowe światło na osobę ludzką i jej ciało, na małżeństwo i seksualność. Choć spojrzenie to stanowi radykalny przełom w nauczaniu kościoła, niestety pozostaje ono do dziś prawie wcale nieznane. 1

Być może teologią ciała Jana Pawła II będzie się można poważnie zająć dopiero wówczas, gdy on sam – służący za piorunochron kontrowersji – zejdzie ze sceny historii. Tych sto trzydzieści katechez jako całość stanowi coś w rodzaju teologicznej bomby zegarowej, która wybuchnie z dramatycznymi konsekwencjami kiedyś, w trzecim tysiącleciu Kościoła. Gdy się to stanie, być może w XXI wieku,teologię ciała uzna się zapewne za moment przełomowy nie tylko w teologii katolickiej, lecz również w historii myśli nowożytnej. 2

Niewielu współczesnych teologów podjęło wyzwanie, jakie implikuje ta radykalna propozycja. Jeszcze mniej księży porusza te tematy w kazaniach. Niewielki, wręcz mikroskopijny procent katolików na świecie wie, że istnieje <<teologia ciała>>. Dlaczego? Jednym z powodów jest kondensacja materiału przedstawionego przez JanaPawła – koniecznie potrzebne są komentarze, które potrafiłyby <<przełożyć>> jego myśli za pomocą łatwiejszych kategorii i łatwiejszego języka. 3

1 Y. Semen, Seksualność według Jana Pawła II, Poznań 2008, s. 15
2 G. Weigel, Świadek nadziei. Biografia Papieża Pana Pawła II, Kraków 2000, s. 434
3 j.w.

To właśnie jest celem, jaki postawił sobie Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie. Pragniemy przybliżyć tą myśl papieską w sposób prosty, ale niepozbawiony jej zasadniczej głębi i fundamentalnego przesłania. Cel bardzo trudny, ale ufając w wstawiennictwo i pomoc Świętego Jana Pawła II wierzymy, że się uda. Cykl rozpoczynamy ogólnym tekstem na temat teologii ciała.


  Teologia ciała Jana Pawła II, czyli afirmacja człowieka poprzez ciało    

Ludzkie ciało. Obiekt pożądania. Zachwyca kształtem, młodością, wigorem. Czasami razi swoją niedołężnością, starością, żeby nie napisać brzydotą. Na czym polega fenomen ludzkiego ciała? Jaka jest jego wartość? Czym ono taj w ogóle jest? Czy mówi coś o nas samych? Czy jest się czym zachwycać? A jeśli tak, to czym tak naprawdę? Ostatecznie, gdyby człowiek bardzo się uparł, można by stwierdzić, że ludzkie ciało to tylko nieco bardziej skomplikowana, pod względem genetycznym, maszyna pozwalająca nam żyć, poruszać się, funkcjonować. Zresztą ludzi, którzy wygłaszali tego typu sądy było wielu, a i dziś ich nie brakuje.

Refleksja teologiczna Karola Wojtyły nad fenomenem ludzkiego ciała, zwana teologią ciała, mówi zupełnie coś innego. W książce Mężczyzną i niewiastą stworzył ich Wojtyła mówi wprost: to ciało objawia osobę. Ciało wyraża podmiotowość człowieka. Nie tylko jaźń, świadomość, rozum ale właśnie ciało. Z jednej strony mówi coś zupełnie oczywistego, z drugiej coś zupełnie nowego.
    
Początek, upadek i odkupienie
    
Kontynuując swoją myśl, również jako papież Jana Paweł II, twierdził, że aby zrozumieć człowieka, także człowieka jako ciało, należy patrzeć na niego w tajemnicy jego początku, upadku i odkupienia. Konstruuje coś na wzór tryptyku antropologicznego, poprzez który chce wyrazić, że do właściwego opisania i zrozumienia człowieka potrzebne jest uwzględnienie tych trzech teologicznych okresów historii człowieka, gdyż jest w nich zawarta cała prawda o każdym z nas.  Są to kolejno: okres człowieka początku, inaczej okres człowieka w stanie sprawiedliwości pierwotnej. Jest to spojrzenie na człowieka w całym jego pięknie, pełni, przejrzystości, którą żyje w raju, tak jak zaplanował i widział to Bóg. Następny okres to obraz człowieka po grzechu pierworodnym tj. po utracie tego piękna, pierwotnej przejrzystości (szczególnie to wewnętrzne piękno nie jest już w tak oczywisty i naturalny sposób dostrzegane) i wreszcie trzeci okres: człowiek po zmartwychwstaniu – wymiar eschatologiczny. Tylko na tych trzech płaszczyznach analizując problem człowieka, także w świetle jego cielesności, można zrozumieć sens ludzkiego ciała, a dzięki temu także samego człowieka.
    
Ciało jest dobre

Czy to nie dziwne, że Papież wcześniej jako kardynał, tak wiele czasu i zaangażowania poświęcił ludzkiemu ciału? Ciało przecież nie tylko nie ma nic wspólnego z duchem, co więcej bardzo często przeciwstawia się te dwa pojęcia jako wykluczające się. Przez długie lata w Kościele uważano, że to co cielesne to automatycznie złe, grzeszne i prowadzące do piekła. Do dziś powszechnie uważa się, że chrześcijaństwo to przede wszystkim Duch. Jan Paweł II rozprawia się z tego typu poglądami bardzo prosto. Chrześcijaństwo to nic innego jak Bóg, który staje się człowiekiem. Słowo stało się Ciałem. Jezus – Bóg – Człowiek nie utożsamił się z myślą człowieka, jego świadomością, jaźnią. Stał się po prostu jednym z nas. Już sam ten fakt gloryfikuje nasze ciało. Skoro zamieszkał w nim sam Bóg, to nie może ono służyć tylko do czynienia zła, nie może być przeznaczone tylko do grzechu, nie może być w końcu tylko ograniczeniem człowieka czy wręcz jego więzieniem! Skoro więc za Janem Pawłem jesteśmy skłonni zgodzić się z zasadniczym stwierdzeniem, że to ciało objawia podmiotowość człowieka, to dlaczego tak trudno jest ją człowiekowi poprzez ciało drugiej osoby odkrywać? Bo o tym, ze jest trudno, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

Nagość bez wstydu
    
Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wrócić do trójwymiarowej wizji człowieka. Przegnieść się do jej drugiego okresu. Papież uważa, że wszystkiemu jest winny grzech pierworodny. To od tego momentu człowiek ma tendencję do przedmiotowego traktowania drugiej osoby. Po grzechu zanikła pierwotna przejrzystość osoby. Nie zawsze tak było. Przed grzechem, paradoksalnie, nagość oznaczała czystość, pełnię międzyosobowej komunikacji. Pierwsi rodzice byli dla siebie przejrzyści, jakby przeźroczyści. Było to możliwe dlatego, że byli dla siebie darem – postrzegali siebie jako dar. Jeden dla drugiego. Nagość ciała nie przeszkadzała im w widzeniu osoby, przede wszystkim osoby. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta nie dopuszczali do siebie nawet myśli wzajemnego skrzywdzenia czy wykorzystania siebie. Takie myślenie było im zupełnie obce. Nasuwa się pytanie czy aby na pewno pierwsi rodzice w ogóle dostrzegali swoje aspekty seksualne? No bo jak to. Byli zupełnie nadzy i się siebie zupełnie nie wstydzili? To przecież zakrawa na bezwstyd! Można by ich oskarżyć, że byli jeszcze bardziej zepsuci niż współczesny człowiek, bo chociaż dzisiaj, jakkolwiek nagości jest wszędzie bardzo wiele, to jednak trudno sobie wyobrazić paradowanie kobiet przed mężczyznami i odwrotnie w zupełnym negliżu. A tak działo się przecież w raju. No właśnie, w raju. Jan Paweł II tłumaczy to tak: Nie odczuwali wzajemnie wstydu może w tej relacji oznaczać tylko taką głębię afirmacji tego, co immanentnie osobowe, w tym co widzialnie męskie i kobiece, poprzez którą konstytuuje się ich „osobowa intymność” wzajemnej komunikacji w całej swojej radykalnej prostocie i czystości. Owej pełni zewnętrznej widzialności, o której stanowiła nagość fizyczna, odpowiada, odpowiada wewnętrzna pełnia widzenia człowieka w Bogu, to znaczy wedle miary obrazu Boga. Wedle tej miary człowiek właśnie jest nagi, zanim poznaje, że jest nagi. Ich wzajemne widzenie jest nie tylko udziałem w zewnętrznej widzialności świata, ale ma wewnętrzny wymiar uczestnictwa w widzeniu samego Stwórcy... Nagość oznacza to pierwotne dobro Bożego widzenia, oznacza całą prostotę i pełnię tego widzenia poprzez które ujawnia się czysta wartość człowieka jako mężczyzny i kobiety, czysta wartość ciała i płci.1

Jest to bardzo ważna prawda o człowieku, o każdym z nas. Należy uświadomić sobie, że był taki czas, kiedy nagość nie łączyła się z zagrożeniem, z niebezpieczeństwem uprzedmiotowienia drugiego człowieka, traktowaniem go jako „czegoś” co mnie zaspakaja, „czegoś" dla mnie. Taka możliwość rodzi się dopiero wraz z popełnieniem grzechu pierworodnego. To właśnie grzech przeszkadza im, a w konsekwencji także i nam, w odkrywaniu osobowej podmiotowości człowieka poprzez ciało.  Jakby nieoczekiwane wyrósł w ich świadomości nieprzekraczalny próg ograniczający to pierwotne dawanie siebie drugiemu w pełnym zawierzeniu wszystkiego, co stanowi o własnej tożsamości, z jednej strony kobiecej, a z drugiej męskiej. Odrębność czy też odmienność płci zostaje zostaje nagle uświadomiona i odczuta jako element wzajemnego przeciwstawienia osób. Jeżeli człowiek po grzechu pierworodnym zagubił niejako poczucie Bożego obrazu w sobie, co objawiło się wstydem ciała (por. Rdz 3, 10-11), to ów wstyd przechodząc w całokształt relacji mężczyzna – kobieta, objawił się zachwianiem pierwotnego poczucia jednoczącego sensu ciała – ciała jako swoistego <<tworzywa>> komunii osób. Jakby profil osobowy męskości i kobiecości, który przedtem uwydatniał znaczenie ciała dla pełnej jedności osób, ustąpił miejsca samemu odczuciu płciowości drugiego człowieka. I jakby płciowość stała się <<przeszkodą >> w osobowym odniesieniu mężczyzny i kobiety.2 Wstyd seksualny jest więc wyrazem pewnego zagrożenia. Kobieta odczuwa wstyd przed mężczyzną, bojąc się być jedynie dla niego jedynie obiektem seksualnego zaspokojenia. Nie chce być jedynie przedmiotem dla drugiego człowieka, który nie widzi w niej osoby tj. podmiotu, tylko przedmiot dla siebie. Wstyd jest więc  tutaj próbą ochrony przed tym zagrożeniem. Niebezpieczeństwo polega na tym, że człowiek zaczyna postrzegać ciało osoby jako przedmiot jego działań, jako środek do zaspokojeni swoich pożądliwości. Ciało w swej męskości i kobiecości straciło jak gdyby zdolność do wyrażania takiej miłości, w której człowiek staje się darem zgodnie z najgłębszą strukturą jego bytowania. Człowiek staje się dla człowieka, mężczyzna dla kobiety i odwrotnie przedmiotem z racji ciała... Moment ciała wyklucza rozpoznanie osoby.3 A właśnie odniesienie między płciami powinno być zawsze traktowane w sposób podmiotowy, czyli płeć jest zawsze płcią osoby oraz podmiotu. Podmiotu wrażliwości, myślenia, wolności. Łatwo zauważyć tu napięcie między przedmiotem, a podmiotem, redukcję podmiotu tylko do przedmiotowego wymiaru, ponieważ pożądanie zmierza do zaspokojenia własnej potrzeby ciała jako do swojego właściwego przedmiotu. Może to prowadzić do naruszenia wartości drugiej osoby, która jest czymś naturalnym i oczywistym, ale musi być widziana w pewnym kontekście podmiotu drugiej osoby. Za św. Janem papież powtarza i mówi o trzech pożądliwościach, na które w szczególny sposób narażony jest człowiek: pożądliwość ciała, oczu i pycha życia. To klasyczna interpretacja tego, co stało się po grzechu pierworodnym. Człowiek pożądliwości uprzedmiotawia. Dlatego Wojtyła powie tak: Postępuj zawsze tak, aby drugi człowiek był dla ciebie podmiotem, a nie przedmiotem. Osoba jest takim bytem, że właściwe i pełnowartościowe odniesienie do niej stanowi miłość. Przedmiot tjest tym, ku czemu kierują się moje akty chcenia, poznania, patrzenia, gdzie ujmuję człowieka jako jeden z wielu przedmiotów. Poznaję go jako jeden przedmiot w świecie wielu przedmiotów. Drugi człowiek pojawia się zaś jako podmiot, gdy nagle zauważam, że jest on samodzielnym źródłem takich samych aktów chcenia jak ja sam. Moment odkrycia w drugiej osobie swojego „ja” jest momentem odkrycia podmiotowości tego człowieka. Jest to dla człowieka, jak powie Robert Spaemann, moment przebudzenia. W ten sposób dojrzały człowiek budzi się do dojrzałej miłości, gdy zrozumie, że ma do czynienia z drugim podmiotem. Dla Karola Wojtyły to właśnie nazywa się normą personalistyczną. Problem etyczny i antropologiczny polega na tym, że u ludzi dominuje tendencja, aby ciało nie objawiało podmiotowości człowieka.  
    
Jeszcze nic nie jest stracone. Jest wyjście!  

Co więc dalej z człowiekiem trzech pożądliwości? Co musi się wydarzyć, aby człowiek nie dokonywał redukcji płci? Aby człowiek widział więcej i głębiej? Jan Paweł II pisze o potrzebie wyzwolenia. Człowiek może się wyzwolić z pożądliwości. W jaki sposób? Poprzez wyzwolenie swojego serca. To niesamowite! Człowiek ma uwolnić się od pożądliwości walcząc nie ze swoim ciałem, a z opętanym chęcią dominacji i pełnym egoizmu sercem. Papież nie twierdzi, że ciało jest przekleństwem, karą (jak chcą np. manicheiści), bo ciało to my, ja i ty, to osoba! Chodzi tu raczej o wyzwolenie serca, a nie potępienie ciała. Serce w rozumieniu biblijnym to centrum człowieka, jego myśli, działań, duchowości. Człowiek musi zatem odsłonić znaczenie głębi swojego serca. Na nowo odsłonić swoje duchowe centrum, jakim jest jego serce. Musi wyzwolić serce od pożądania, aby mógł w niej pełniej zajaśnieć nowy człowiek w całej wewnętrznej prawdzie. Musi nastąpić zmiana wartości w człowieku. To niełatwe zadanie, ale nie niemożliwe. Etos odkupienia ciała nie jest więc osądem ciała, lecz ma za zadanie przemienienie ludzkiej duchowości. Chrystus zmartwychwstał w ciele, uświęcił je poprzez wcielenie, a zmartwychwstaniem przeznaczył do wiecznej chwały. Należy zacząć przede wszystkim od przemiany sposobu w jaki patrzymy na rzeczywistość, na siebie, a nie tylko w jaki sposób postępujemy. Sąd nad pożądaniem, jako aktem pożądliwości ciała zawiera w sobie nie negację, ale raczej afirmację  ciała jako tego, co wraz z duchem stanowi o ontycznej podmiotowości człowieka i uczestniczy w jego osobowej godności. Nie ma przecież czegoś takiego, jak „ciało absolut” czy ciało a part. Jest tylko zawsze ciało konkretnego człowieka, danej osoby. I właśnie to ciało zmartwychwstanie. To także jest mocny argument za świętością cielesności. Pan Bóg mógł urządzić to tak, ze tylko dusze będą zbawione, a tymczasem obietnica nam dana, mówi wyraźnie o zmartwychwstaniu ciała. Etos odkupienia ciała jest więc jego afirmacją, nie negacją. Warto o tym pamiętać spoglądając na siebie w lustro. Warto pomyśleć sobie wtedy, jak wielka jest wartość tego, kto się w nim odbija.

1 Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, Lublin 1981, s. 49-50.
2 Katecheza z 4.VI. 1980r. & 2,3.
3 Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, Lublin 2008, s. 104


Magdalena Siemion - absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ, studiów podyplomowych "Życie i myśl Jana Pawła II" Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. J. Tischnera w Krakowie oraz studiów podyplomowych na Uniwersytecie Papieskim "Filozofia, etyka, kultura".  Odbyła roczne studia na Friedrich Alexander Univertitaet kierunek Medien und Kommunikationswissenschaft w Norymberdze. Moją pasją jest popularyzowanie i rozpowszechnianie myśli Papieża Jana Pawła II. Szczególnie na sercu leży jej teologia ciała. Autorka reportaży, m.in: "Przedmiot czy dar" a temat teologii ciała JPII czy "Krawca" o Janie Tyranowskim, pierwszym kierowniku duchowym Karola Wojtyły. Dokument "Zabita Czeczenia" został wyróżniony na festiwalu Camera Obscura, Bydgoszcz 2009.
       
 
     

Newsletter

Zapisz się
do góry