W dniu 21 października 2016 roku Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie zorganizował sympozjum o kobietach i dla kobiet.

Konferencję zatytułowaną „Z Ducha z ciała, z piękna” poprowadziła dziennikarka Brygida Grysiak: autorka wywiadu-rzeki z księdzem Mieczysławem Mokrzyckim o św. Janie Pawle II zatytułowanego Najbardziej lubił wtorki, autorka książek Miejsce dla każdego. Opowieść o świętości Jana Pawła II, Wybrałam życie i Kochają mnie do szaleństwa. Prawdziwa historia Jureczka, prywatnie żona i mama dwóch chłopców. Sympozjum odbyło się w Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie. W konferencji wzięło udział ponad sto pań.

Prowadząca, w słowie wstępnym odniosła się do przesłania płynącego z Listu Jana Pawła II do kobiet, w którym papież pisał o godności kobiety i jej powołaniu wyrażając głęboką wdzięczność dla Najświętszej Trójcy za dar kobiety, za dar jej „tajemnicy”. Jan Paweł II kierował swe słowa do wszystkich kobiet bez wyjątku; do matek, żon, sióstr, córek, świeckich konsekrowanych, sióstr zakonnych. Dziękował kobietom za to kim są, że są kobietami i swą kobiecością wzbogacają właściwe rozumienie świata przyczyniając się do poznania pełnej prawdy o związkach między ludźmi.
„Każda z nas jest ważna i każda z nas jest piękna, niezależnie od tego jaki mamy status i jaką funkcję pełnimy w społeczeństwie” - mówiła Brygida Grysiak - „I kiedy się tu spotykamy by wysłuchać świadectw niezwykłych kobiet, to nie po to by potem być tak jak One, ale po to by pobyć przez chwilę z nimi, wziąć dla siebie jakąś cząstkę ich prawdy i mądrości, i pozostać takie jakie jesteśmy, bo tylko wtedy będziemy prawdziwe i szczęśliwe” - podsumowała prowadząca.
Na koniec dziennikarka odczytała serdeczny list Pani Prezydentowej Agaty Kornhauser-Dudy skierowany do uczestniczek konferencji, w którym Pani Prezydentowa wyraziła radość z powodu organizacji takiej konferencji, życząc uczestniczkom wszelkich sukcesów osobistych i zawodowych, i żywiąc nadzieję, na kontynuację tematyki w kolejnych spotkaniach.


a goledzinowskaAnna Golędzinowska – modelka, aktorka i prezenterka telewizyjna mieszkająca i pracująca we Włoszech. Autorka książki „Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki”.

„Bycie modelką to nie frajda, jesteś tylko wieszakiem”

Urodziła się w ubogiej warszawskiej rodzinie. Ojciec był alkoholikiem, wcześnie zmarł. Matka nie radziła sobie z wychowaniem córki. Ania wpadła w narkotyki, młodocianą przestępczość. Niekochana, poraniona przez życie nienawidziła całego świata. Obrazem buntu wobec rzeczywistości była próba samobójcza Ani, która nie powiodła się. Nieletnia Ania uciekła z Polski za namową i z pomocą „agencji modelek” - jak myślała – do Mediolanu. Niestety zamiast na wybieg, trafiła pod Turyn, do klubu nocnego, w którym zmuszona została do prostytuowania się. W ucieczce z tego miejsca pomógł jej pewien mężczyzna, którego Ania nazywa „Aniołem Stróżem”. Ania nie wraca jednak do Polski. Postanawia za wszelką cenę zrealizować swoje wcześniejsze marzenia i na własną rękę wyrusza do Mediolanu. Chce udowodnić sobie i całemu światu, że będzie Kimś. I rzeczywiście zaczyna pracować jako modelka. Krok po kroku pracuje na swój – jak wówczas myśli - „sukces”. Powoli wpada w sieć, tym razem show-biznesu i fortuna zatacza koło; znów pojawiają się narkotyki i alkohol, tyle że w „prestiżowym” towarzystwie. Ania ma już duże pieniądze. Jej chłopakiem jest siostrzeniec byłego premiera Włoch, Berlusconiego. Ale w show-biznesie naprzód idą tylko Ci, którzy potrafią się w nim odnaleźć, po drodze gubiąc wartości i swoje człowieczeństwo. Ania o tym wiedziała, i poddała się temu. Jednak coraz dotkliwiej odczuwała wewnątrz siebie pustkę.
Któregoś wieczoru, obudziło ją natarczywe szczekanie psa. Oczom Ani ukazał się starszy mężczyzna z brodą, który stał przy jej łóżku. Stał i kiwał głową. Zapala światło przekonana, że zjawa zniknie, jak wszystko co znika kiedy zapali się światło po alkoholowym zamroczeniu. Ale starzec nie zniknął, stał dalej. Pies wciąż na niego szczekał, a on stał, patrzył na Anię i kiwał głową. Nic nie mówił ale Ona słyszała jego myśli: „Aniu, co Ty robisz...”. Po tych „słowach” rozpłynął się.
Dopiero po 10 latach, w Medjugorje otrzymała w prezencie książkę o życiu pewnego świętego. Na okładce było jego zdjęcie. Ania przeżyła szok kiedy odkryła, że jest to ten sam człowiek, który „odwiedził” ją tamtej nocy w jej mieszkaniu we Włoszech, by ją ostrzec. Tym człowiekiem był Ojciec Pio. Obecnie Ania mieszka 50 km od Sanktuarium gdzie spoczywa ciało Ojca Pio gdyż z tamtych okolic pochodzi jej mąż. Nigdy wcześniej nie przyszło by jej do głowy osiedlanie się w tej części Włoch, ale dziś Ania wie, że przypadków nie ma.
Do Medjugorje przyjechała na prośbę człowieka, który obiecał wydać jej książkę. Ania chciała przelać na papier swoje życie; napisać o sukcesie i spełnionych marzeniach pomimo trudnego dzieciństwa i braku perspektyw. Nie wiedziała nic o Medjugorje i niewiele ją to obchodziło, ale chciała wydać książkę. Poirytowana i zmęczona pierwszym etapem pielgrzymki, przy trzeciej stacji Drogi Krzyżowej, podejmuje decyzję o rezygnacji i powrocie. Wówczas słyszy głos: „Jeśli tam nie wejdziesz nigdy się nie dowiesz po co tutaj jesteś”. Ten Głos mówi do każdego z nas, od momentu naszego urodzenia, ale słyszymy go tylko w ciszy, gdy nie „zakładamy masek”. Postanowiła posłuchać. Podniosła się, wzięła różaniec do ręki i wspięła się na szczyt. Na górze, pod białym krzyżem upadła na kolana i zaczęła modlić się modlitwą, której wcześniej nie znała. Ponownie usłyszała Głos, który teraz mówił do niej: „Ania, Ty musisz przebaczyć. Musisz przebaczyć tym wszystkim, którzy zrobili Ci krzywdę”. I z ust Ani wyszły dwa proste słowa „Wybaczam Wam”. Jej kamienne serce rozsypało się na tysiąc kawałków. Poczuła wielką ulgę. Zaczęła płakać. Zdała sobie sprawę, że pomimo dużych pieniędzy i sławy tak naprawdę nie ma nic. Nie ma ani jednej osoby, która kochałaby ją za to kim jest, a nie co posiada.
Po powrocie do Mediolanu Ania nie mogła się odnaleźć w rzeczywistości, która do tej pory była jej codziennością. Unikała wydarzeń związanych ze światem mody i show-biznesem, zamiast tego udawała się do świątyni by w ciszy i samotności rozmawiać z Jezusem, bo tylko tam odnajdywała pokój, którego doświadczyła w Medjugorje. Tam nie musiała nikogo udawać. Po roku od wizyty w Medjugorje, Ania postanawia ostatecznie porzucić swoje dotychczasowe życie; narzeczonego, mieszkanie, samochód, intratne kontrakty. Wyjeżdża do Medjugorje gdzie przez trzy lata mieszka w zakonie wraz z siostrami. Nie posiada żadnych dóbr materialnych, wiedzie proste, skromne życie. Pierwszy raz odkąd pamięta, ludzie zwracają się do niej z miłością i życzliwością, kochając ją za to, że jest. Za to, że jest Anią. Czas spędzony w Medjugorje był czasem refleksji, przemyśleń, całkowitej zmiany priorytetów. Ta trzyletnia stopklatka w jej życiorysie pozwoliła na stworzenie relacji ze sobą i Bogiem. Dopiero kiedy poznała i pokochała siebie mogła wyjść do drugiego człowieka i stać się dla niego darem. Ale doświadczenie w Medjugorje nauczyło ją przede wszystkim przebaczenia. Ania odwołuje się do modlitwy „Ojcze nasz” i słów „...I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” mówiąc z przekonaniem, że: „Jeśli ofiara przemocy, gwałtu może wybaczyć to znaczy, że każdy może. Nie ma innej Drogi!”. Brak przebaczenia jest ciężarem, który nie pozwala iść naprzód. Nie wolno nam też oglądać się wstecz bo tam zawsze zobaczymy nasze przeszłe grzechy. Wielu egzorcystów daje świadectwo, że podczas egzorcyzmu szatan często mówi: „Ja chcę tylko Boga Sprawiedliwości. Nie chcę Boga Miłosiernego”. Ileż osób na tym świecie dzisiaj chce sprawiedliwości! Ale okazuje się, że sama sprawiedliwość nie daje pokoju w sercu. Pokój daje tylko Miłosierdzie. A najtrudniej jest przebaczyć samemu sobie. Pamiętajmy jednak, że Bóg nam przebacza, że Bóg jest Miłosierny. To i my musimy być wobec samych siebie miłosierne, bo „każda z nas zasługuje na przebaczenie, na czystą kartę” podsumowuje Ania..


a tomaszewskaAnna Tomaszewska – aktorka teatralna. Od 1980 roku związana z Teatrem Słowackiego w Krakowie. Odznaczona srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Mama dwóch córek, także aktorek.

„Jestem coraz piękniejsza czyli jak z godnością przeżywać swoją dojrzałość”

Pani Anna na wstępie swojej wypowiedzi podzieliła się z uczestniczkami konferencji refleksją o swoim dojrzewaniu do zrozumienia prawdy o kobiecości i o powolnym procesie akceptacji upływu czasu. Fakt oswojenia tych procesów z pogodą ducha, miał dla niej, jako aktorki, i mamy dwóch córek aktorek ogromne znaczenie gdyż wykonywany przez nie zawód, oparty na ciągłym wyrażaniu emocji, niezwykle spala, wymaga nierównomiernego trybu życia, jest wyczerpujący fizycznie. Dziś Pani Anna Tomaszewska wie także, że wspaniałym antidotum na starzenie się są dzieci, wnuki. Przy nich zachowuje się młodość. Z perspektywy lat zauważa jak ważne dla kobiety jest – jak to nazywa - życie w przepływie dajemy-bierzemy. Kobieta jest stworzona do relacji z drugim człowiekiem. To gwarantuje jej pełne, prawdziwe życie. To jest sens jej istnienia. Ponadto niezbędna jest relacja z Bogiem, z Uniwersum, wiara, która daje poczucie sensu. Z upływem czasu zrozumiała też jak ważne w jej życiu były dobre doświadczenia wyniesione z dzieciństwa; zasady i prawdy przekazywane przez rodziców, właściwe towarzystwo. I pomimo okresu buntu i negacji, którego doświadczyła w młodości (jak chyba każdy młody człowiek), zaszczepione wówczas wartości, zaprocentowały w jej dorosłym życiu. Wychowała swoje dzieci podobnie jak niegdyś czyniła to jej matka, choć kiedy była nastolatką nie miały ze sobą dobrego kontaktu. Kolejną ogromnie ważną kwestią w życiu, na którą w swej wypowiedzi zwróciła uwagę Pani Anna był dystans; dystans do siebie, do świata, do problemów, miłosierne spojrzenie na swoje słabości i słabości innych. Tego dystansu trzeba zacząć uczyć się w pewnym wieku, bo kiedy się starzejemy, nasze wady i złe skłonności często nasilają się. Stajemy się bardziej krytyczne wobec siebie i innych, mniej tolerancyjne, małostkowe. I jeśli nie nauczymy się wcześniej patrzeć na życie z dystansem, dbać o swoje dobre samopoczucie, starość może odpłacić nam depresją.
Na poprawę kondycji psycho-fizycznej kobiety nieoceniony wpływ mają ćwiczenia fizyczne. W pewnym wieku stają się wręcz nieodzowne. Kiedy Pani Annie groziła operacja ze względu na nasilające się bóle szyi i karku, w przeciągu półtora roku, ćwicząc i rahabilitując swe ciało 40 minut dziennie uniknęła zabiegu. Sport to także wspaniałe antidotum na starość i stres.
Po latach Pani Ania zauważyła także, że w młodości często wyrządzała sobie krzywdę nie słuchając własnego organizmu; zarówno w sferze cielesnej jak i duchowej. Dziś wie, że kobieca intuicja rzadko kiedy zawodzi. Trzeba słuchać siebie, wręcz wsłuchiwać się w swoje ciało, w swoją duszę. Bo tylko Pan Bóg, a potem my sami wiemy co dla nas najroztropniejsze. Tylko Pan Bóg, a potem my sami znamy siebie najlepiej. Nie inni ludzie, nie media (!).
Niektórych może to zdziwić ale przepisem na rodzinne szczęście według Pani Tomaszewskiej jest także … brak odbiornika telewizyjnego w salonie. W domu Pani Anny telewizor znalazł swoje miejsce w najmniejszym pokoju nazwanym przez domowników „świetlicą”. Nigdy nie zajął centralnego miejsca w domu. I po początkowych oporach ze strony członków rodziny okazało się to dobrą decyzją dla wszystkich. Nikt trzeci, obcy i głośny nie mieszkał z nimi w salonie, w centrum życia rodzinnego. Wszyscy z czasem docenili tę stanowczą decyzję Pani Anny.
Ważne jest by w życiu siebie polubić, myśleć o sobie dobrze, być dla siebie łagodnym, stać się swoim przyjacielem, nie wyłącznie sędzią. Bo jeśli nie potrafimy dobrze myśleć o nas samych, wciąż się osądzamy, nie będziemy zdolne dobrze myśleć o bliźnich.
Kobiety, szczególnie kobiety, muszą także dbać o obdarowywanie siebie małymi przyjemnościami. To daje pewien komfort psychiczny zwłaszcza w tym okresie życia kobiety, kiedy to ona głównie obdarowuje; wychowuje dzieci, poświęca się rodzinie. Bo przecież dopiero relacje z dorosłymi dziećmi (dobre relacje!) będą dla niej nagrodą za dotychczasowy, wieloletni trud.
Kiedy w małżeństwie pojawiają się dzieci, ważne jest by całkowicie nie zaniedbać relacji z mężem. Szczególnie w tym okresie, niezwykle ważna jest kobieca czujność i roztropność. Umiejętność włączenia partnera w nowe domowe obowiązki, tolerancja wobec błędów, łagodność.
Z wiekiem tracimy tą tolerancję. Stajemy się małostkowe, podatne na krytykę i same częściej krytykujemy innych. Dlatego zawsze warto próbować wczuwać się w sytuację drugiej osoby. Warto spojrzeć na siebie w relacji do najbliższych, nie tylko męża i dzieci, ale także własnych rodziców. To bardzo cenne doświadczenie. Pani Anna w młodości nie miała szczególnie ciepłych i bliskich kontaktów ze swoją mamą. Ale kiedy po latach mama ciężko zachorowała to właśnie Pani Anna (tak wybrał los) była tą która „siedziała” przy jej łóżku. Doświadczenie obecności przy chorej matce było dla Pani Anny bardzo ważne. Los zrobił to w jakimś celu. Dziś Pani Ania wie, że nie przypadkiem to właśnie Ona pielęgnowała mamę.
Będąc młode musimy pamiętać, że nasze ciało jest jednością i wszelkie trudne, traumatyczne doświadczenia życiowe mogą kiedyś powrócić; w smutku, depresji, poczuciu beznadziei. Dlatego „na starość” trzeba dbać o siebie, a w młodości wiedzieć, że to co organizm przyjmie teraz, kiedyś może „oddać”. Ale jeśli już „odda” to najlepsze co możemy dla siebie wówczas zrobić, to zaakceptować ten stan i zachować się miłosiernie wobec przeszłych sytuacji. Oddać je Panu Bogu. Wszystkie nasze wspomnienia, szczególnie te złe powinny być w naszej pamięci doświadczeniem, a nie czymś co nas wyniszcza i osłabia.


d figurskaDominika Figurska – aktorka teatralna i filmowa, występuje m.in. na deskach wrocławskiego Teatru Polskiego. Mama pięciorga dzieci

„Piękno kobiety w jej powołaniu”

Po wystąpieniu Pani Anny Tomaszewskiej, wyzwaniami codziennego życia mamy piątki dzieci podzieliła się z nami aktorka Dominika Figurska. Opowiedziała o dylematach wyborów – mama czy aktorka, i o życiu w świetle Bożej Opatrzności, która zawsze pozwala podjąć właściwą decyzję.
Sięgając wstecz pamięcią, do pewnych sytuacji z dzieciństwa widzi jak wiele zawdzięcza swoim rodzicom. Ich miłości. Jako dziewczynka zawsze żyła w poczuciu, że jest kochana, ważna. Już we wczesnej młodości chciała zostać aktorką. Ciężko na to pracowała i dostała się na wymarzone studia. Na czwartym roku studiów zadebiutowała w roli Ofelii na deskach teatru STU, u boku Anny Dymnej i Krzysztofa Globisza. Za tę rolę nominowano ją do nagrody. Wróżono wielką karierę. Tuż po studiach wzięła ślub. Oboje z mężem rozpoczęli pracę w teatrze we Wrocławiu. W dwa lata po ślubie urodziła się ich pierwsza córeczka. I dotychczasowy świat stanął na głowie. Kobiety jednak mają taką skłonność, że za wszelką cenę próbują udowodnić sobie i światu, że świetnie sobie ze wszystkim radzą i w zasadzie to nic się nie zmieniło. Nie inaczej postąpiła młoda mama Dominika. Tyle że w niedługim czasie pojawiła się na świecie druga córka. Tempo życia, które prowadzili oboje z mężem, charakter pracy obojga spowodował gigantyczny kryzys w związku. Obok czasu poświęcanego realizacji zawodowej i dzieciom, zabrakło już czasu na relację mąż-żona. Narastały wzajemne oczekiwania, pretensje. Kryzys groził rozwodem i wówczas zadała sobie pytanie co może stracić? Rodzinę! Czyli wszystko! Ale dopiero zagrożenie chorobą trzeciego dziecka, synka, spowodowało pewne przebudzenie, „jak trwoga to do Boga” - podsumowuje Pani Dominika. Każde na własną rękę zaczęli prosić Pana Boga o pomoc i krok po kroku odbudowywać z Nim relację. Wcześniej nadmiar obowiązków domowych, życiowa gonitwa, oddalała ich małżeństwo od Boga w sposób najbardziej podstępny i niebezpieczny, bo – krok po kroku. Pani Dominika niezwykle celnie zobrazowała tę relację przyrównując ją do żarówek, które gasną jedna po drugiej, tak, by człowiek nie zorientował się od razu, że zaczyna żyć w mroku. Dopiero kiedy światło na nowo zabłyśnie, widać w jakiej trwało się ciemności i jakie spustoszenie owa ciemność uczyniła w naszym życiu. Wraz z mężem zaczęli zdawać sobie sprawę z powagi konsekwencji jakie niesie ze sobą rozwód; konsekwencji, których w szczególności doświadczą ich dzieci. I z Bożą pomocą, we wzajemnym przebaczeniu, poskładali swoje małżeństwo na nowo, w sytuacji, w której po ludzku „nie było już co zbierać”. Ale jest to możliwe tylko wówczas kiedy człowiek zwróci się do Boga z prośbą by nauczył nas kochać innych Bożą miłością, bo sam nie jest w stanie nic uczynić.
Te wszystkie trudne ale przemieniające doświadczenia, sprawiły, że trzecie macierzyństwo Pani Dominiki było jeszcze pełniejsze. Rozkochała się w byciu mamą. Wspólnie z mężem, przez pryzmat Bożego Światła „odkryli” na nowo, jak wielkim cudem jest dziecko. Osobny Boży Byt. Macierzyństwo stało się sensem jej życia. Nie aktorstwo, nie kariera zawodowa, ale bycie mamą. Obecnie mają z mężem 5kę dzieci. Przy każdej kolejnej ciąży Pani Dominika była przygotowana na rezygnację z uprawiania aktorstwa, ale nigdy nie okazało się to konieczne. Pod koniec swojej wypowiedzi aktorka podzieliła się piękną refleksją o tym jak bardzo Bóg musiał kochać kobietę, że dał jej dar dawania życia, dar matkowania (choć niekoniecznie bycia matką), dar relacji z drugim człowiekiem, dar bezinteresownego dawania siebie. I w tym właśnie tkwi piękno kobiety.
Najlepsze co rodzice mogą uczynić dla swojego potomstwa to pokazać jak się kochają. Obserwowanie wzajemnego daru z siebie jest dla dziecka bezcennym przykładem. Przykładem życia. Bardzo ważne – według Pani Dominiki - jest także rozbudzanie w dzieciach dobrych zainteresowań i pasji, ciekawości życia. I rodzeństwo. Dobrze jest kiedy dzieci mają też siebie nawzajem.


m pawłowskaMarta Pawłowska – interdyscyplinarny coach zdrowia – fizycznego, emocjonalnego i społecznego. Specjalizuje się w zdrowym żywieniu rodziny i w zaburzeniach odżywiania, a także w life-coachingu i coachingu wartości. Jest pierwszym akredytowanym w Izbie Coachingu chrześcijańskim diet coachem.

„Jedzenie na pocieszenie, czyli jak odróżnić głód fizyczny od emocjonalnego”

Tym intrygującym tytułem rozpoczęła swoją prezentację, ostatnia prelegentka konferencji, Pani Marta Pawłowska – niegdyś wybitna Specjalistka ds. PR, dziś Coach Zdrowia Rodziny.
Na początku swojej wypowiedzi Pani Marta podzieliła się z uczestniczkami konferencji bardzo osobistym wyznaniem dotyczącym swojego „przeszłego” życia, kiedy to - będąc kobietą wykształconą, władającą czterema językami, wybitną specjalistką ds. PR i realizatorką największych w Polsce kampanii reklamowych - zapragnęła dostępu do zaawansowanej formy duchowości. Prędko ją znalazła. Stała się nią magia. Ta początkowo atrakcyjna alternatywa z czasem przerodziła się w życiowy koszmar Pani Marty. Uzależniona od magii i wróżbiarstwa straciła wszystko; rodzinę, mieszkanie, pieniądze. W krytycznym momencie, kiedy zorientowała się jakiego spustoszenia Szatan dokonał w jej życiu, zwróciła się o pomoc do Boga. Prośba skierowana do Stwórcy nie mogła spotkać się z odmową, „Pan Bóg nie wyrzuca, on recyclinguje” podsumowuje Pani Marta . Odtąd całe swoje życie zawierzyła Bogu, a ponieważ niegdyś otrzymała od Niego dar komunikacji (wówczas nie wiedziała, że to DAR), postanowiła tym razem użyć go na chwałę Bożą. Łącząc swoje pasje, kompetencje i chęć pomocy innym została Interdyscyplinarnym Coachem Zdrowia Rodziny pracującym w oparciu o chrześcijański system wartości.
W drugiej części swojej wypowiedzi Pani Marta opowiedziała o tym jak ważne jest odpowiednie żywienie i właściwy stosunek do spożywania pokarmów. On świadczy o naszym nastawieniu do świata, do wszelkiej konsumpcji. To prawda uniwersalna, o której pisali – na przestrzeni wieków - Benedyktyni, Karmelici, obszerne fragmenty znajdziemy też u św. Ignacego Loyoli w „Ćwiczeniach Duchowych”. Św. Ignacy poucza nas, że jedzenie ma nam służyć do tego, byśmy byli zdrowi, aby nasze ciało było zdolne do spełniania woli Bożej. Pokarm ma nas karmić, od-żywiać.
Problemem współczesnego świata jest tzw. jedzenie emocjonalne, w którym poszukujemy ukojenia, zaspokojenia naszych innych głodów życiowych. Takie jedzenie nas nie odżywia, nie spełnia swojej podstawowej funkcji, wręcz przeciwnie, powoduje wyrzuty sumienia i powoli degraduje nasz organizm. Pani Marta zauważa, że Coaching Zdrowia z osobami wierzącymi jest dużo głębszy, skuteczniejszy. Kiedy w procesie leczenia możemy odwołać się do Boga, efekt zawsze będzie lepszy. Nie składamy się przecież wyłącznie z materii widzialnej i nasze problemy nigdy nie dotyczą tylko jednej płaszczyzny naszego organizmu.
Powinniśmy się odżywiać, a nie jeść. Odżywianie to coś znacznie więcej niż jedzenie. Ma nas od-żywić, ożywiać, dawać siłę. W nim zawarte jest słowo „życie”. Tylko to jedzenie, które mnie prawdziwie karmi jest dobre. Tylko to jedzenie pochodzi od Boga. W samym słowie „odżywianie” zawrzeć można także piękną metaforę naszego życia i zadać sobie pytanie: co mnie w życiu karmi? Co mnie odżywia w moim małżeństwie? W relacjach międzyludzkich?
Jeśli w naszym życiu występują jakieś niezaspokojone „potrzeby chlebowe” („chlebowe” czyli podstawowe, Pani Marta używa tego sformułowania za ks. prof. Krzysztofem Grzywoczem) nasz organizm często zachowuje się jak Wąż w scenie kuszenia Ewy. Czule zachęca nas do poddania się chwilowej słabości, oddania się krótkiej przyjemności konsumpcji, by już za chwilę stać się naszym najsurowszym sędzią mówiąc: „zjadłaś!”. Jakże często zdarzają nam się takie sytuacje. Chwilowa przyjemność w krótkim czasie przeradza się w psychiczne obciążenie, w wyrzut sumienia. I zaczynamy o sobie źle myśleć. Tak właśnie działa Zły. Szatan ma na człowieka dwa świetne sposoby: bój się i wstydź się! Strach i poczucie winy to bardzo mocny oręż, który dzierży. Dlatego wiedząc to, należy się starać nie ulegać takim pokusom, a wówczas będzie nam łatwiej skontrolować także inne obszary naszego życia poddane różnym „głodom”. Sięgając do wersetów biblijnych i nauki św. Pawła zauważymy, że pokarm nie ma być przyjemnością, rolą pokarmu nie jest folgowanie naszym podniebieniom. Pokarm ma nam służyć jak paliwo i dawać siłę do życia, do wypełniania woli Boga.
Dziś jesteśmy mega-wykształceni, mega-nowocześni i ...przejedzeni. Przejedzeni pokarmem, przesyceni informacjami, wszystkim. W tej wielości informacji, możliwości, opcji nie potrafimy już wyodrębnić naszych prawdziwych potrzeb. Nie doceniamy wartości jedzenia bo wszystkiego mamy za dużo. Na konsumpcyjny styl życia ogromny wpływ mają media, reklamy, które manipulują naszym życiem. Treść wielu z nich kojarzy jedzenie ze spotkaniem. Odwołując się do naszych podstawowych i najważniejszych potrzeb – ralacji miłości do drugiego człowieka, sugeruje się nam, że gwarancją dobrych relacji międzyludzkich jest pudełko czekoladek. A jeśli randka ma się udać to niezbędna będzie Coca-Cola. Samo spotkanie człowieka z człowiekiem nie wystarczy. A my, choć w gruncie rzeczy wiemy, że to oszustwo, podświadomie poddajemy się tym schematom i często działamy według nich. W rzeczywistości jest to zajadanie BRAKU. Zajadanie braku relacji, zajadanie braku miłości i wielu innych braków. W momencie kiedy uporządkujemy nasz stosunek do jedzenia, pojawi się w nas potrzeba uporządkowania także innych sfer naszego życia. A tylko stabilny, uporządkowany człowiek może stać się darem dla drugiego człowieka.
Wcześniej wspomniane, a niezaspokajane „potrzeby chlebowe” prowadzą do różnego rodzaju uzależnień. Sprawiają, że stajemy się na nie podatni. Obok kompulsywnego jedzenia, objawem niezaspokojonych „potrzeb chlebowych” może być alkoholizm, pracoholizm, sexoholizm i wiele innych uzależnień. Trapiące nas natarczywe myśli są także objawem jakiegoś braku.
Niebezpieczne i zgubne – jak każdy nałóg – jest także uzależnienie od przesadnie zdrowego stylu życia, sfokusowanie się na BIO i EKO, które często prowadzi do uczucia pogardy, pogardy dla „gorszego”. „Gorszego” jedzenia, „gorszego” stylu życia, a więc i „gorszego” człowieka.
Jesteśmy całością psycho-fizyczno-emocjonalną. Nasze ciało oddaje wszystko co jest w nas.
Nie jest odrębnym bytem w stosunku do przeżywanych emocji. One objawiają się somatycznie. To co o sobie myślimy, jak myślimy, ma odzwierciedlenie w naszym ciele. Więc jeśli zauważymy u siebie działanie, które nam szkodzi, powinniśmy zastanowić się nad przyczyną tego stanu, postarać się zdiagnozować tą niezaspokojoną „potrzebę chlebową”, odnaleźć jej źródło, nazwać ją i spróbować uleczyć.

W drugiej części konferencji uczestniczki mogły skorzystać z porad ekspertów kobiecej urody i stylu; Jovanki Czarnik, która zdradzała tajniki pięknego makijażu, Gosi Kuniewicz prowadzącej warsztat stylizacji i wizażu, Anny i Kornelii – stylistek fryzur z Akademii Stylizacji M.P. Babicz oraz Emanueli Didoszak, która instruowała panie jak pozować do zdjęć by korzystnie na nich wyglądać. W tej części sympozjum uczestniczki mogły także skorzystać z indywidualnych konsultacji z panią Martą Pawłowską, Coachem Zdrowia Rodziny.

Organizator: Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie
Miejsce: Żydowskie Muzeum Galicja, ul. Dajwór 18, Kraków
Termin: 21.10.2016

Opracowanie do pobrania (pdf)

Oprac. Dorota Boczkowska - Molenda
Fot. Katarzyna Twardosz
Oprac. graficzne - Paweł Kulig

Newsletter

Zapisz się
do góry