Pierwszą i podstawową komórką ekologii ludzkiej jest rodzina, w której człowiek otrzymuje pierwsze i decydujące wyobrażenia związane z prawdą i dobrem, uczy się, co znaczy kochać i być kochanym, a więc co konkretnie znaczy by osobą.

Jan Paweł II

Każdego dnia ustawia się tam długa kolejka. Wielu przychodzi przed grób z błyszczącymi oczyma; są wzruszeni, choć pogodni. Ktoś odmawia cicho modlitwę. Ktoś inny przesyła Mu pocałunek. Jeszcze ktoś przyniósł bukiecik kwiatów. Dzieci zwykle przynoszą kolorowe rysunki i kartki, na których widnieje nawet adres: „Jan Paweł II – raj”.

Są też rozrzucone na ziemi listy z prośbami o wstawiennictwo, historie świadectw i dostąpionych łask. Jest także mnóstwo listów, w których ludzie opowiadają Mu o pomyślnie zakończonych sprawach, lecz także o ogromie swoich cierpień.

Wszyscy, czy to półgłosem czy szeptem, ledwie poruszając wargami, rozmawiają z Nim. Prowadzą dialog. A potem, (ktoś mógłby nawet obserwować to z pewną dozą sceptycyzmu i rezerwą) wszystko staje się tak naturalne i spontaniczne. Wszystko staje się tak prawdziwe! Śmierć nic nie zniszczyła, nic nie wymazała. Serca zawsze mogą ze sobą rozmawiać. Serca potrafią przekraczać nie tylko granice czasu, lecz także granicę marmurowej płyty.

Minęło już ponad pięć lat, niemal sześć, od tamtego 2 kwietnia, od tamtego dramatycznego wieczoru, kiedy odszedł wielki Boży człowiek, i kiedy cały świat opuścił głowę na znak żałoby i szacunku. Ale dla Jana Pawła II, właśnie w tamtym momencie, zaczęło się drugie życie. Życie oczywiście zupełnie różne od tego poprzedniego, ziemskiego, którego nadszedł wówczas kres. Lecz to nowe życie wcale nie jest mniej niezwykłe. Nie jest mniej ważne, nie przynosi też wcale mniej owoców dla Kościoła, wierzących i dla całej ludzkości.

Śmierć, zwłaszcza jeśli przeżywana w świetle wiary chrześcijańskiej, nigdy nie jest końcem wszystkiego. Jest jedynie przejściem, dość zdecydowanym, w inne życie. Dzieje się tak również dlatego, iż życie tego, kto odchodzi, pomimo tego, iż nadszedł jego kres, ma swój dalszy ciąg w dziełach tej osoby, w tym co zbudowała, w dziedzictwie, które pozostawiła. Ma swój dalszy ciąg poprzez życie innych ludzi, w tym, co będą czynić inni, idąc za jej śladami i wskazówkami.

Wyobraźmy sobie zatem, co może i pragnie nam przekazać dziedzictwo tego, który przez niemal dwadzieścia osiem lat był Papieżem. Papieżem, który nadał konkretny, widzialny sens uniwersalności Kościoła, oczyszczaniu jego pamięci oraz jego zaangażowaniu w dzieło pokoju oraz sprawiedliwości. Papieżem, który broniąc człowieka, jego godności i praw, poczynając od prawa do życia, ryzykował swoim własnym życiem. Papieżem, który pomógł innym Kościołom i religiom odnaleźć ich prawdziwą naturę, ich prawdziwą i autentyczną inspirację – inspirację do budowania pokoju.

Oczywiście takie dziedzictwo, dziedzictwo, które otwarło katolicyzmowi na oścież drzwi trzeciego tysiąclecia, nie mogło za sprawą osoby Jana Pawła II nie przetrwać w życiu i misji Kościoła, w codzienności wspólnot chrześcijańskich, a w szczególności – w sercach tylu osób. Ale wszystko to nie tłumaczy jeszcze w pełni dlaczego po tym, jak zamknięto trumnę i złożoną ją pod marmurową płytą, rozpoczął się w życiu Karola Wojtyły nowy rozdział.

By zrozumieć głęboki sens tej tajemnicy, trzeba nam powrócić do tej kolejki, która każdego dnia ustawia się w Grotach Watykańskich. Trzeba nam powrócić do matki, która przedstawia Karolowi Wojtyle swoje nowonarodzone dziecko i opowiada: „Nie mogłam mieć dzieci, więc zwróciłam się do Niego, wiedząc, jak wielka jest siła Jego wstawiennictwa u Boga. Teraz, po urodzeniu dziecka, nie chcę biegać i krzyczeć, że to był cud. Ale jakże mogłabym nie przyjść tutaj i Mu nie podziękować?”

Oprócz historii tej matki, jest też inna historia, opisana w liście. Historia innej kobiety, której życie jest niezwykle trudne. Jest prostytutką, ma dwoje dzieci, a na barkach przeszłość pełną okropnych doświadczeń i upokorzeń. Przyszła do Niego mówiąc: „Tylko Ty potrafisz czytać w moim sercu. Przeczytasz w nim, że jestem kobietą samotną, której nikt nigdy nie kochał. Błagam Cię, Ojcze Święty, bądź blisko mnie. Nie mam nikogo, tylko Ciebie. Proszę, spraw, bym odzyskała wiarę, ciągle z Tobą rozmawiam...”.

Ciągle z Nim rozmawiają! A On ciągle rozmawia z każdą kobietą i każdym mężczyzną, który do Niego przychodzi. Kiedyś jeździł po świecie i mówił o Bogu, odwiedzał ludzi w miejscach, w których żyją, pracują i trudzą się. Nieco później, zwłaszcza w ostatnich dramatycznych miesiącach, mówił poprzez swoje udręczone ciało. I w końcu, przemówił poprzez swą śmierć, poprzez ogromny tłum, który ponad pięć lat temu wypełnił po brzegi Plac św. Piotra i bazylikę, by się z Nim pożegnać i by podziękować Mu za to nowe doświadczenie Boga, doświadczenie niezwykle głębokie i ważne. Doświadczenie, dzięki któremu ludzie poznali Boga miłości, miłosierdzia, braterstwa i pokoju; nie Boga, który stał się niemal karykaturą Stwórcy –Boga zemsty, ukrytego w niebiosach, któremu dalekie są problemy ludzi i któremu obojętne są przeżywane przez nich dramaty; nie Boga magicznego, pochylonego nad własnymi interesami, ani też nie Boga moralności dopasowanej do własnych potrzeb.

Wydaje się, iż – jak pisze we wstępie do mojej ostatniej książki, "Papież, który nie umiera" kard. Stanisław Dziwisz – nie zdarzyło się nigdy wcześniej, by jakikolwiek papież ukazał w sposób tak przejrzysty i normalny ludzkie oblicze Boga. A ukazał to właśnie poprzez sposób, w jaki wypełniał Ewangelię, poprzez świadectwo wiary i poprzez to, jak realizował świętość życia każdego dnia. Ukazał to ludzkie oblicze Boga poprzez promowanie nowej wizji Kościoła; Kościoła skupionego bardziej na duchowości, bardziej otwartego na ludzi świeckich, bardziej wolnego od systemów polityczno-ekonomicznych. Zrobił to pokazując, jak w dzisiejszych czasach być chrześcijaninem, gdyż to od zawsze właśnie tutaj, na ziemi, ma miejsce pierwsze spotkanie pomiędzy działaniem ludzkim, a wolą Bożą.

Dzięki temu wszystkiemu jest tak, jak gdyby Karol Wojtyła nadal żył. W sposób niesamowity i niezwykły – żył. A to, co utrzymuje Go przy życiu, to ten ogrom ludzi, którzy wciąż przychodzą Go odwiedzać. I którzy wciąż nawiązują z Nim relację miłości, dialog serc i dusz, w którym przeplatają się wiara i ludzkość, niebo i ziemia, pytania człowieka i odpowiedzi Boga; w którym widoczne są znaki pewnej nowej formy duchowości, wiary, która – jak utrzymuje Benedykt XVI – jest spotkaniem z Kimś, jest życiem, a nie tylko doktryną, czymś narzuconym, zbiorem zakazów.

Ośmielę się zatem powiedzieć, że cały Kościół powinien być może powrócić, nie tylko w wymiarze symbolicznym, do tego grobu w Grotach Watykańskich. Powinien znowu nawiązać z Karolem Wojtyłą dialog, otwierając przed Nim swe serce i opowiadając Mu o swych troskach, lecz także i nadziejach. Mógłby to być moment wielkiego oczyszczenia, a także oznaka zaangażowania na rzecz powrotu do bycia zaczynem w historii ludzkości.


 Gian Franco Svidercoschi, dziennikarz, watykanista, pisarz włoski o polskich korzeniach. Był korespondentem podczas II Soboru Watykańskiego. W Watykanie pracował dla miesięcznika "L Osservatore Romano". Jest autorem zapisu wspomnień papieża Jana Pawła II pod tytułem "Historia Karola Wojtyły", na podstawie których powstały scenariusze filmów "Karol. Człowiek, który został papieżem" oraz "Karol. Papież, który pozostał człowiekiem". Po śmierci Jana Pawła II przeprowadził wywiad z Ks. Kard. Stanisławem Dziwiszem, który stał się kanwą bestsellerowej książki "Świadectwo", we Włoszech znanej jako "Una vita con Karol". Autor książki „Papież, który nie umiera”.

Źródło zdjęcia

Newsletter

Zapisz się
do góry