Trudno się oczywiście spodziewać, że beatyfikacja Jana Pawła II wywoła w Stanach Zjednoczonych taki entuzjazm jak w Polsce. Poza wszystkim, Amerykanie są na ogół mniej od Polaków skłonni do emocjonalizmu, nie ma tu w ich przypadku powodu do “dumy narodowej”. Toteż okazywany wobec Jana Pawła II przez bardzo wielu Amerykanów szacunek i – jakże często – głęboka sympatia, wręcz miłość mają swój niemały ciężar gatunkowy w trzystumilionowym kraju, gdzie katolicy na wyznaniowej mapie są tylko ułamkiem, choć wśród grup religijnych najznaczniejszym.

Zacznijmy od głosów krytycznych. To, co w Polsce wydawało się dłużyzną niemal od momentu śmierci Jana Pawła II i gromkich głosów Santo subito, z innej perspektywy krytykowane bywa za proces aż nadto pośpieszny. W tym aspekcie niektórzy gotowi byliby dopatrywać się ogromnej, wręcz celebryckiej popularności Jana Pawła II. Tymczasem warto zdać sobie sprawę, że niewiele dłużej trwał proces beatyfikacyjny Matki Teresy z Kalkuty, a w średniowieczu bywały jeszcze szybsze kanonizacje. Św. Franciszek wyniesiony został na ołtarze po z górą półtora roku od śmierci, św. Antoni Padewski po niespełna roku. Jeszcze jeden dowód na to, że nie sposób zawsze wszystkim dogodzić. Dla jednych za powoli, dla drugich za wolno…

mimo wszystko „godzien podziwu”

Do Polski dotarła i była komentowana wiadomość, że tuż przed beatyfikacją ukazał się w dzienniku The New York Times artykuł Maureen Dowd, która ostro skrytykowała Papieża za bierność wobec narastającego przez lata problemu księży-pedofilów. Nie był to zarzut jedyny, ale może najbardziej nośny. Przyświecał on akcji rozdawania przez ofiary skandalu ulotek protestacyjnych przed niektórymi kościołami w 62 miastach Stanów. Wspominano przy tej okazji, że Jan Paweł II nigdy nie spotkał się z ofiarami księży-pedofilów.
Jednakowoż nawet Maureen Dowd i inni krytycy przyznają, że Jan Paweł II był „godzien podziwu”. Przypominają jego zasługi w walce z komunizmem, a także sceptyczny stosunek do niepohamowanego kapitalizmu, przyczyniającego się do wzrostu nierówności społecznych.
Przyjmijmy te obserwacje dziennikarzy za dobrą monetę, bo przecież trudno żądać od wszystkich, aby nie będąc ludźmi wierzącymi rozumieli chrześcijańską wielkość Karola Wojtyły, człowieka, i Jana Pawła, papieża – pasterza i nauczyciela. Medialnym krytykom, ale co ważniejsze także wielu (bezkrytycznym) katolikom, bardzo trudno jest uświadomić sobie, że nawet święty człowiek nie jest istotą bezgrzeszną (wedle religijnych kryteriów), czy też osobą doskonałą, to znaczy niemogącą nigdy popełnić błędu i niepodlegającą ocenie. Święci są bohaterami, są wspaniałymi wzorami, ale są ludźmi i przydawanie im cechy boskiej doskonałości nie stoi w zgodzie ani ze zwykłą ludzką prawdą, ani tym bardziej z nauką Chrystusową.

prawdziwa religijność

Ciekawą perspektywę przynosi artykuł “Dlaczego Żydzi powinni świętować beatyfikację papieża Jana Pawła II”. Jego autorem jest Michael Berenbaum, rabin, specjalista od upamiętnienia Holocaustu, były dyrektor odpowiedzialny za projekt Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, a następnie dyrektor Instytutu Badań nad Holocaustem, profesor na wielu uczelniach, autor kilkunastu książek. Tak pisze dr Berenbaum na wstępie: “W ciągu dwu tysięcy lat judeo-chrześcijańskich stosunków niewiele razy Żydzi mogli uronić łzę po śmierci Papieża. Kiedy zmarł Jan Paweł II, ja i wielu Żydów zapłakało. Idąc za dziełem Jana XXIII, dla polepszenia katolicko-żydowskich relacji zrobił on więcej niż jakikolwiek inny Papież w historii. I Żyd powinien z radością zareagować na beatyfikację Jana Pawła II w niedzielę 1 maja”.
Dr Berenbaum z satysfakcją podkreśla, że zwalczanie antysemityzmu Jan Paweł II postawił w centrum swojego pontyfikatu. Wylicza znane fakty z tej chwalebnej działalności. Jego szczera sympatia dla Jana Pawła II nie jest jednak cukierkowa. Autor błędnie wytyka Papieżowi kanonizację Piusa XII (papież ten został ogłoszony Czcigodnym przez Benedykta XVI) i… Leona IX, przy czym sądząc z wzmianki o głośnym przypadku Edgarda Mortary musi mieć ma na myśli Piusa IX, beatyfikowanego w 2000 r. Berenbaumowi nie podoba się też brak zgody na otwarcie watykańskich archiwów z czasów II wojny światowej, zaproszenie do Watykanu Arafata, jeszcze przed uznaniem państwa Izrael, i Kurta Waldheima po tym, jak ujawniona została jego nazistowska przeszłość. Nie zapomina o bolesnej sprawie: “Sposób, w jaki rozwiązywał problem skandalu pedofilskiego, najłagodniej można określić jako »niewystarczający«”. Kończy jednak akcentem bardzo pozytywnym, gdyż ”nic z rzeczy wspomnianych nie może przyćmić istoty tego pontyfikatu. Jan Paweł II pokazał bowiem prawdziwą religijność – głęboką i ortodoksyjną (devout, orthodox and pious), która nie demonizuje innych religii, nie obraża innych wyznań i nie odbiera innym religiom prawa do wyznawania Boga, w którego wierzą (…) Zarówno dla Żydów i muzułmanów, jak i dla innych przywódców religijnych taka postawa powinna służyć jako wzór etycznych wymogów doktryny religijnej”.

to nikogo nie zdziwi

15 maja w święto Chrystusa Dobrego Pasterza w katedrze św. Mateusza Apostoła w Waszyngtonie odbyła się uroczysta Msza św. dziękczynna za beatyfikację Jana Pawła II. Przewodniczył jej kardynał Donald Wuerl, który dwa tygodnie wcześniej brał udział w uroczystościach beatyfikacyjnych w Watykanie. To Jan Paweł II wyświęcił go na biskupa i ofiarował jedną ze swoich mitr. Niedawno kardynał Wuerl, który właśnie wydał książkę ”Dar błogosławionego Jana Pawła II”, ogłosił, że właśnie ustanowione w sytuacji długotrwałej niewystarczalności powołań nowe seminarium archidiecezji zostanie nazwane imieniem bł. Jana Pawła II. Oficjalne poświęcenie tej placówki odbędzie się 22 października, w święto bł. Jana Pawła.
Na Mszy św. dziękczynnej kardynał wyakcentował główne przesłanie Jana Pawła II – “Otwórzmy szeroko nasze serca Chrystusowi”. Podkreślił, że Papież uczył, żeby nie bać się iść za Chrystusem. Nie bać się być dumnym ze swojej wiary. Nie bać się głosić Ewangelii. I dodał: “Wziąwszy pod uwagę jego osiągnięcia zarówno na arenie światowej, jak i w Kościele, nikogo nie zdziwi, jeśli historia przyzna mu określenie Wielki”.
Nie zdziwi na pewno tych, którzy w tym i tysiącu innych miejsc w Stanach dziękowali za Jana Pawła II, który osobiście “dotknął ich życia”.


 Joanna Petry Mroczkowska, doktor nauk humanistycznych, tłumaczka, eseistka, krytyk literacki, członek Zespołu Laboratorium WIĘZI, współpracownik Miesięcznika katolickiego LIST. Autorka książek: „Amerykańska wojna kultur”, „Siedem grzechów głównych dzisiaj” i „Niepokorne święte”. Mieszka trochę w Krakowie, trochę pod Waszyngtonem.

Newsletter

Zapisz się
do góry